Opowieść o C.C. (cz.1)

Autor: Natalia Bąkowska, Gatunek: Proza, Dodano: 16 maja 2010, 17:48:51

Dla każdego przychodzi taki dzień, w którym czuje coś palącego w piersi. Wtedy wie, że może być jego ostatnim. Albo pierwszym z reszty  życia. Wybór należy wówczas już tylko do człowieka. Nigdy nie przypuszczałam, że dla mnie ta chwila nadejdzie wiosennym popołudniem, pełnym słońca, ludzi i spokoju. Pozornego, jak się zaraz miało okazać, pozornego dla mnie.

Japonia o tej porze roku powoduje, że nikomu do głowy nie przychodzi z niej wyjeżdżać. Stawiać opór błyszczącym kwiatom wiśni potrafią tylko nieliczni. Lub martwi. Można zamknąć oczy. A nawet trzeba. Wszystko po to, żeby poczuć zapach. Ten przenikliwy, zimny, pełen słodyczy zapach. To coś, co powoduje, że czujesz ciepło otaczające Twoje ciało. Każdy kwiat otwiera wejście do labiryntu, z którego nie ma ucieczki. Nawet jeśli zawsze będziesz skręcał w lewo. Było tak co roku.  Dlatego wydawało mi się, że ta wiosna, że ten kwiecień.. Że nie różni się niczym od innych. Może był tylko bardziej intensywny. Chyba o to chodzi w życiu. O intensywność przeżyć. Choć może właśnie takie myślenie mnie zgubiło.

Przechadzanie się po mieście tuż po zakończonej pracy było moim swego rodzaju hobby. Pogoda nie miała znaczenia. Parasole można tu kupić jak batoniki. Na każdym kroku i za niewielkie pieniądze. Rzadko zmieniałam trasę. Raz na jakiś czas, wiedząc, że zajmie mi to około 2 godzin i spożyje ogromne pokłady energii, bądź co bądź potrzebnej mi do pracy następnego dnia, decydowałam się na spacer nad jezioro. Było niewielkie i właściwie niczym się nie wyróżniało. Położone było w lesie, wśród wielu drzew, zawsze niezmiennie ciemnozielonych. Ich barwa potrafiła wzbudzić niepokój, jednak cień, jaki dawały w upalne dni był równie silnym wabikiem na gatunek ludzki. Jednak niewielu było tych „odważnych”.  Co, nie ukrywam, również wpłynęło na moją sympatię do tego miejsca. Cisza, brak ludzi i posłuszeństwo przyrodzie było tym, co podziwiałam w tym miejscu. Tylko tam można było poczuć słabość człowieka, który nie potrafił nim zawładnąć . Ją widziałam tam zaledwie kilka razy. Czasem miałam wrażenie, że jej wzrok spotyka się z moim, ale ona dalej uporczywie udawała, że mnie nie widzi. Odpowiadało mi to. Szukałam tam spokoju a nie nowych znajomości. Ona zresztą też. Przynajmniej tak wynikało z jej zachowania.  Tamten spacer nie różnił się od poprzednich. Nie będzie w tym opisie nic ciekawego. Nad jezioro doszłam około godziny 17. Wpatrywałam się w wodę przez trzydzieści minut. Falująca woda to jeden z piękniejszych widoków na tym świecie.

-Znasz opowieść o człowieku, który chciał złapać elfa w szkiełko?

Jej głos miał dziwną barwę. Nie wiem czy ktoś z was wie, jaki dźwięk wydaje malutki dzwoneczek. Jej głos taki właśnie był. Delikatny, melodyjny jak dzwoneczek. Dzwoneczek tak malutki jak słupek lilii. Ona sama przypominała mi lilię. Ciężko mi powiedzieć czy była ładna. Nie mam w zwyczaju oceniać kobiet w tych kategoriach. Jednak jej twarz na pewno miała łagodne rysy. Miała w sobie dużo delikatności. Zarówno w wyrazie twarzy jak i ruchach. Po dłuższej obserwacji można było wywnioskować, że lubi biel. Jej ubrania zawsze miały taki kolor. Miała długie włosy w kolorze ziemi. Na szyi nosiła coś w rodzaju talizmanu. Nigdy wcześniej nie widziałam tego typu naszyjnika i ciężko mi nawet opisać co przedstawiał. Na ciemnym rzemyku zawieszona była przeplatanka trzech nitek.  Wszystkie miały jednakowy kolor, ale każdy ruch kobiety powodował zmianę kształtu tej osobliwej układanki. Raz wyglądała jak zwykły trójkąt, innym razem ptak, kratka czy latawiec.

-Znasz opowieść o człowieku, który chciał złapać elfa w szkiełko?

Ten głos naprawdę brzmiał jak melodia wygrywana przez przywołanego elfa na najmniejszym dzwoneczku świata.

-Nie. Ale miło mi Cię poznać, jestem..

-Szkoda, że nie znasz. To by mi znacznie wszystko ułatwiło.

Jest wręcz ordynarnie oczywiste, o co chciałam wówczas zapytać. Ale strach..  A może irytacja ogarniająca mnie na myśl o kolejnym brutalnym przerwaniu mojej wypowiedzi, nie pozwoliła mi wydobyć z siebie słowa.

-Ten człowiek twierdził, że widywał elfy.

Zaczęła jak zwykle bez ostrzeżenia, ale przyznaję, że zaciekawiła mnie jej opowieść. I ton głosu, pełen spokoju i stanowczości, mimo wzroku utkwionego w małych białych kwiatach rosnących wokół jej stóp.

-Nie wszyscy mu wierzyli. A raczej wszyscy mu nie wierzyli.  Ale Takuya sam uporczywie wierzył w swoje wizje. Twierdził, że elfy są jeszcze mniejsze niż sądzi się powszechnie. Podobno są wielkości połowy palca. Ich skrzydła są przejrzyste i otoczone świecącymi kryształkami. Widziałaś kiedyś światełka połyskujące na tafli wody? No właśnie, to tak wyglądały. Słyszałaś może kiedyś opowieści marynarzy o syrenach, które wabiły ich swoim śpiewem? Takuya opowiadał, ze elfy mają taką samą moc. Co noc otwierał okno i patrzył na mury klasztoru. Czasem dobiegał stamtąd hałas. Wszyscy wiedzieli, że to odgłosy osuwających się starych murów. Jednak Takuya twierdził, że to elfy tańczą wokół budowli. Powiadał, że tak opowiadają różne historie. Chciał wysłuchać ich wszystkich, więc gdy tylko słyszał ten nocny hałas wybiegał z domu często nie ubierając nawet płaszcza. Wracał dopiero o wschodzie słońca. Wiedziałaś, że elfy gasną na słońcu?

-Co?...Nie, nie wiedziałam-odpowiedział zaskoczona pytaniem, jakby mogło się zdawać, retorycznym.

-One nie potrafią żyć w świetle. To znaczy w świetle ich po prostu nie widać. Takuya robił to przez 8 miesięcy. Każdej nocy. Nikt nie uważał tego za coś groźnego dopóki przez to nie stracił pracy. Wiesz, nie mógł przecież nie spać, prawda?

-Tym razem będąc pewną, że to pytanie retoryczne, nie odpowiedziałam.

-Jeśli pomyślałaś teraz, że był nieodpowiedzialny to pewnie masz rację, ale czy za to można kogoś ukarać. Nieodpowiedzialnością nie można nikogo skrzywdzić, dopóki się do niej nikogo nie dopuszcza. Lecz nie to jest ważne. Ważne jest, jakie było pragnienie Takuyi. Wiesz?

- Chciał złapać elfa w szkiełko – odpowiedziałam, szybko przypominając sobie pytanie, jakie zadała mi przy powitaniu.

- Dokładnie.  Ciągle rozmyślał o tym jakby to było cudownie mieć takie małe światełko w domu. Myślał, że to nie będzie trudne. Przecież elfy go lubiły. Wołały go co noc.

-Ale mocno się pomylił prawda?- zapytałam nauczona doświadczeniem życiowym, że nigdy nie może być za lekko.

- Hmm…

Dziewczyna przez dłuższą chwilę wpatrywała się w jezioro. Jej oczy wyglądały jakby naprawdę intensywnie poszukiwała odpowiedzi. Przez sekundę wydawało mi się nawet, że zmarszczyła czoło. Dopiero teraz zauważyłam, w jakiej dziwnej pozycji siedziała przez ten cały czas. Właściwie to kucała. Jedna noga, lewa, była wysunięta nieco dalej niż prawa. Opierała się na palcach, pięty miała uniesione. Rękoma trzymała pień drzewa. Miałam też wrażenie, że przytula do niego pół twarzy.
-Niestety nie jestem tego pewna. Zresztą nie miało to większego znaczenia. Oczy cały czas miała zwrócone w stronę jeziora. Ani razu nie spojrzała na mnie.

-To trudno ocenić.  Właściwie udzielenie odpowiedzi na to pytanie jest niemożliwe. Tak samo zresztą jak złapanie elfa w szkiełko, prawda?

Strasznie nie lubię jak ktoś zadaje mi pytanie nawet na mnie nie patrząc. –Nie wiem, nigdy nie łapałam elfa w szkiełko. W ogóle nigdy nie łapałam elfów. Nie wiem czy jest to możliwe czy nie i jakie czynniki temu sprzyjają- odpowiedziałam lekko poirytowanym tonem.

-Mhm, no właśnie. Takuya też nigdy nie łapał elfów, więc nie wiedział czy to możliwe czy nie. Ale on nawet się nad tym nie zastanawiał. Po prostu postanowił to zrobić.

-Udało mu się?- zagajam gdyż na chwilę zapadła cisza, która nagle zaczęła mi przeszkadzać.

-Hmm….. -dziewczyna znów się zamyśliła, jednak trwało to krócej niż poprzednio. – To też trudno ocenić. Czy udało mu się czy nie.

Pomyślałam, że to raczej jedna z prostszych rzeczy do ustalenia, że jeśli elf był szkiełku to znaczy, że został złapany, ale tak jak poprzednio nauczona doświadczeniem życiowym, tym, że nigdy nie może być za prosto, słuchałam dalej opowieści dziewczyny.

-Takuya dobrze się przygotował-jej wzrok cały czas zwracał się gdzieś daleko za drugi brzeg jeziora-wziął szkiełko-cały czas nie mogę sobie wyobrazić jak wyglądało to szkiełko, ale instynktownie czuję, że lepiej o to nie pytać, gdyż to ta właśnie rzecz, którą należy zaliczyć do nieistotnych-specjalną siatkę, taką jaką łapie się motyle i butelkę wody. Wiesz nigdy nie wiadomo ile to może potrwać.

-Racja- przytaknęłam

-Elfy zawołały go, jak co noc, ale szybko przejrzały jego zamiary. Wiesz, elfy to bardzo inteligentne istoty. Widzą więcej niż ludzie. Więcej rozumieją. Nie, nie rozumieją tylko są w stanie zrozumieć. Wiesz co mam na myśli? Nie chodzi mi o to, ze są w stanie wiele pojąc, tylko że są w stanie wiele rzeczy i zjawisk otoczyć zrozumieniem, rozumiesz?

-Tak-odpowiedziałam, choć  w  kontekście wcześniejszej definicji rozumienia i zrozumienia to pytanie wydaje się wyjątkowo trudne i niezrozumiałe.

-Dlatego właśnie elfy nie obraziły się na Takuye. Ale nie mogły pozwolić się złapać. Nie dlatego, że się go bały. Wiedziały, że nic złego im nie zrobi, a w jego domu pewnie jest miło i przytulnie. To kwestia charakteru. Hmm… a właściwie przestrzeni życiowej. Elfy żyją w przyrodzie. Właściwie to są jej częścią. Żyją miedzy drzewami, w trawie, w powietrzu. Rozumiesz?

Zaczynało mnie drażnić to jej c ciągłe dopytywanie się o zrozumienie. Miałam wrażenie jakby wątpiła w moją inteligencję lub co najmniej upewniała się, że łapię związek przyczynowo-skutkowy.

-Tak samo jest z ludźmi. Wiedzą, że latanie jest przyjemne. Specjalnie do tego wymyślili samoloty, paralotnie, latające balony. Ale jeśli ktoś przyszedłby do ludzi z parą skrzydeł i powiedział, że teraz mają wybór, że mogą tu zostać albo żyć w powietrzu jak ptaki na pewno nikt nie odważyłby się wziąć tych skrzydeł.

-Dlaczego?- przerywałam jej po raz pierwszy z taką stanowczością- czy nie dlatego ludzie stworzyli samoloty, paralotnie i latające balony? Bo chcieli żyć jak ptaki?

-Mylisz pojęcia. Oni nie chcieli żyć jak ptaki, chcieli tylko latać jak one.

Zaczęłam się zastanawiać, co jest ze mną nie tak, bo nie dostrzegam żadnej różnicy.

-Ptaki żyją w powietrzu, na ląd schodzą rzadko, ludzie żyją na lądzie w powietrze chcą wzbijać się tylko czasem, rozumiesz?

-Tak-mówię, tym razem pewna odpowiedzi.

- Dlatego elfy, mimo że były pewne dobrych intencji ze strony Takuyi nie mogły pozwolić mu się złapać.  One są częścią przyrody i tego nie można zmienić. Myślę, że Takuya zdawał sobie sprawę z tego, że pewnych rzeczy nie wolno mu robić. A raczej tego, że pewne rzeczy nie mogą zaistnieć. Ale on bardzo chciał złapać elfa w szkiełko. Zaczął je gonić. Oczywiście one dobrze wiedziały, czego Takuya próbuje dokonać. Uciekały w różne zakamarki, ale on się nie poddawał. Gdy elf chował się w trawie Takuya rzucał się na nią wyrywał wszystkie kwiaty, źdźbła, rozgrzebywał nawet ziemię. Biegał wymachując siatką na motyle, deptał przy tym po miękkich roślinach i może dlatego nie czuł zmęczenia ani bólu nóg. Trwało to kilka godzin. W końcu wszystkie elfy, zapewne też zmęczone bieganiem, usiadły wysoko na drzewie.

-Biedny człowiek-gdy to powiedziałam zorientowałam się, że zaczęłam bardzo uważnie słuchać jej opowieści

-Tak myślisz?  Hmm… Nie jestem w stanie teraz ocenić tego w tak jednoznaczny sposób. Myślę, że patrzenie od tej strony nie leży w mojej naturze. Ja patrzę z tej…

-Drugiej?- przerwałam jej, pewna że chyba wiem co chciała teraz powiedzieć.

-Trzeciej-odpowiedziała, patrząc w stronę jeziora.

Pomijając fakt, że ni w ząb nie rozumiałam o co jej teraz chodzi i byłam niezmiernie wdzięczna losowi, że w właśnie w tym momencie nie pozwolił zadać dziewczynie pytanie o mój stan zrozumienia dotychczasowych jej wywodów, myślałam, że ona najprościej mówiąc zgłupiała. Albo ja czegoś nie pojmuję.

-Przecież on po prostu chciał zrealizować swoje marzenie, dążył do tego, bardzo się starał. Przecież elfom to nie przeszkadzało, prawda?

-Masz rację elfy nie miały do niego o nic pretensji, uciekały tylko dlatego, że tak musiały, że takie życie zostało im przypisane.

-No właśnie- zaczęłam lekko podniesionym tonem- skoro elfom było wszystko jedno, to on tu jest poszkodowany, strasznie się namęczyła i tak nic z tego.

-Kiedy Takuya zobaczył, że wszystkie elfy siedzą na drzewie postanowił się na nie wspiąć.

Tak, zdawałam sobie sprawę, że zostałam zignorowana…

-Wspinaczka kosztowała go sporo wysiłku, drzewo było wysokie i stare to też z każdym krokiem spod stóp Takuyi odpadały wielkie odłamki kory, suche gałęzie łamały się pod ciężarem jego rąk.

-Prawdziwa determinacja-powiedziałam z podziwem.

-W końcu Takuya dotarł do wierzchołka drzewa, złapał elfa w szkiełko i schodząc złamał nogę.

-Ojj, to musiało być straszne-mój głos był pełen przejęcia. To dobrze, że udało mu się dopiąć swego. Szkoda tylko, że tak wiele cierpienia go to kosztowało.

-Tak to wygląda z Twojego punktu widzenia?- pytanie dziewczyny o ziemistych włosach wydało mi się dziwne. Zdawało mi się też, że jej naszyjnik przybrał inny kształt.

-Ty tak nie uważasz? -zapytałam dość formalnie.

 -Czy ja wiem… Bieganie za elfami było jego własnym wyborem, noga zrosła się po 3 tygodniach. Nie cierpiał za wiele.

-Może masz rację-mój głos stracił przekonanie.

-Elfy już nigdy nie pokazały się obok klasztornych murów. W pobliskim lesie też już nigdy nie było widać ich świateł.

To ostatnie zdanie nieco zbiło mnie z tropu. Przecież on złapał tylko jednego elfa, to co stało się z resztą?

- Czy to dlatego, że elfy obraziły się na Takuyę? Uważały, że ich nie rozumie?

-Nie, to nie dlatego, powiedziałam przecież, że elfy nie miały do niego żadnych pretensji, z ich punktu widzenia było to zdarzenie z gruntu neutralne.

-Więc dlaczego, skoro jedna i druga strona nie miała złych intencji, skoro między jedną a drugą strona nie było żadnych pretensji? O co chodzi?

- O tę trzecią stronę-powiedziała spokojnie dziewczyna o ziemistych włosach. Tak jakby była to rzecz oczywista, lecz niezrozumiała dla przeciętnego człowieka. Coś jak to, że ziemia kręci się wokół własnej osi i wokół słońca. Czyli że kreci się podwójnie.

-Takuya zrealizował swój plan, nic mu się nie stało, elfy też nie zostały skrzywdzone jak słusznie zauważyłaś-jej naszyjnik znów zmienił kształt- ale zniszczone zostało to, z czym walczył Takuya, a o co walczyły elfy.

Nie bardzo rozumiałam, o czym w tym momencie jest mowa, ale intuicja podpowiadała mi, że zaraz zostanie mi to wyjaśnione, po raz pierwszy wbrew mojemu doświadczeniu życiowemu, że nie może być za łatwo.

-Takuya chciał żeby elfy żyły w swoim środowisku, żeby były częścią krajobrazu, częścią jego nocy. One chciały zostać tam gdzie je pozostawiono. Jednak nie miały do czego wracać. Elfy są żywe tylko dzięki żywej przyrodzie..Połamane drzewa i wyrwane kwiaty przestają być żywe. Elfy są ich częścią.

Jej słowa sprawiły, że poczułam jak moje ciało oblewa coś w rodzaju zimnego potu. Czułam się jak dziecko, któremu powiedziano, że św. Mikołaj nie istnieje. Zbita z tropu, a jednocześnie dumna i pełna nowej, „dorosłej” wiedzy.

- Ty też miałaś swój cel-jej naszyjnik drgnął, ale kształt pozostał niezmienny- bardzo prosty, nieszkodliwy. Chciałaś tylko przeczytać jeden dokument, prawda?...
Cały czas patrzyła na drugi brzeg jeziora. Nie wiem od kiedy siedziała na kolanach. Wpatrywałam się w nią jak dziecko, które po raz pierwszy widzi w zoo żywego lwa. Mieszanka przeraźliwego strachu, ciekawości i podziwu nie pozwalała ruszyć się z miejsca. Ona zrobiła to pierwsza.

-Na mnie już czas. Ty tez powinnaś się zbierać. Do domu masz 2 godziny drogi, a jutro wstajesz wcześnie do pracy.

-Mogę Cię o coś zapytać?

-Mhm- po raz pierwszy spojrzała prosto na mnie.

-Co się stało z tym elfem, którego Takuya złapał w szkiełko?

- Stał przy jego łóżku i codziennie życzył mu dobrej nocy. Jednak Takuya pewnego dnia zapomniał rano schować przed słońcem. Dobrze, że Ty miałaś więcej szczęścia. Tym razem miałaś więcej szczęścia- naszyjnik dziewczyny o ziemistych włosach zmienił kształt.  …

 

c.d.n.

Komentarze (0)

Musisz być zalogowany, żeby dodawać komentarze. Zaloguj się
Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się